Dzisiaj Rafting czyli o zarządzaniu poprzez czynności w praktyce. Z perspektywy osoby zarządzającej ludźmi jest to najmniej efektywna metoda, natomiast w wielu przypadkach niestety jedyna.
Co się wydarzyło:
- przewodnik, zdefiniował cel, chociaż go znaliśmy, przepłynąć z punktu a do b w całości – upewnił się że go znamy,
- zdefiniował podstawowe czynności, które mamy wykonywać – zweryfikował czy zrozumieliśmy,
- zweryfikował czy rozumiemy i zadbamy o bezpieczeństwo – wyjście, wejście z pontonu oraz pokonanie kawałka drogi wpław,
- rozlokował nas w pontonie i wskazał na co mamy dodatkowo zwracać uwagę a dokładniej jak współpracować w zespole.
Patrząc na to z innej perspektywy, zdefiniował dla nas procedury działania. Zrobił to ustnie, a w IT i bezpieczeństwie wiemy jedno: niespisana procedura nie istnieje. Co gorsza, zabrakło procedury na awarię lidera. Okazała się nie potrzebna, zakładam, że w przypadku problemów na początku wybuchłaby panika. Kto wie, kiedy nie doświadczony członek zespołu będzie musiał z nich skorzystać.
Później, już była tylko zabawa, natomiast to ćwiczenie w doskonały sposób pokazuje jak ta podstawowa forma zarządzania zespołem, może doprowadzić do tego, że zbiór nie znanych sobie osób, które nie wiedzą tak naprawdę co mają robić dzięki zaangażowanemu i doświadczonemu liderowi potrafi osiągnąć cel.
W trakcie Raftingu mieliśmy też przystanki, jeden z nich zaowocował skokiem z 7 metrowej skały do 4 metrowej wody, ciekawe przeżycie, zwłaszcza sam moment skoku. Zainspirował mnie do tego Jacek Walkiewicz w fragmencie jednego ze swoich przemówień o treści mniej więcej takiej „Dziadku, a gdzie Ty jesteś na tych zdjęciach?”, „Ja? Ja stałem za aparatem. Ja robiłem te zdjęcia.”. Postanowiłem więc nie robić zdjęć.
